Parafia Św. Elżbiety Węgierskiej w Trybszu
Strona Główna ˇ Nasza Patronka - św. Elżbieta Węgierska ˇ Nasz Patron - św. Antoni z Padwy ˇ Galeria ˇ Kolo nr 1 Trybsz w ChicagoWtorek, Marzec 31, 2020
Nawigacja
Strona Główna
Nasza Patronka - św. Elżbieta Węgierska
Nasz Patron - św. Antoni z Padwy
Historia i tradycje w Trybszu
Drewniany kościół z XVI w.
Porządek nabożeństw
Kancelaria Parafialna
Galeria
Kontakt
Ofiary
Szukaj
Kolo nr 1 Trybsz w Chicago
RADA PARAFIALNA
O ŚLUBIE
Kalendarz
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 340
Najnowszy Użytkownik: Paulina
Ostatnio online
Proboszcz06:46:10
klojek08:41:18
Rozalka18 weeks
wojtas87pl117 weeks
Paulina176 weeks
Sylwester204 weeks
przemyslaw256 weeks
Grzegorz259 weeks
JSKiernoziak270 weeks
hanka278 weeks
Statystyka
statystyka
Analiza oglądalności witryny
Witamy
Witamy serdecznie na stronie Parafii Św. Elżbiety Węgierskiej w Trybszu.
Opowieść o Trybszu - spiskiej wsi
Opowieść o Trybszu – spiskiej wsi

COŚ W RODZAJU WSTĘPU CZYLI DLACZEGO POWSTAŁA TA OPOWIEŚĆ

Opowieść tę napisałam przede wszystkim dla trybskich dzieci, które niedługo „wejdą do Europy”. W czasach, kiedy staniemy się wkrótce częścią Ojczyzny ojczyzn, musimy pamiętać o naszej małej ojczyźnie. Ale jakże o niej pamiętać, kiedy, śmiem twierdzić, większość pokolenia rodziców obecnych dzieci i młodzieży naszej wsi nie zna historii swoich przodków.
Nasza mała wioska przynależy i kulturowo, i historycznie, i językowo do obszaru nazwanego Polskim Spiszem. Od kilkudziesięciu lat jakby fakt ten ulegał zapomnieniu, nawet momentami, nie wiadomo dlaczego, stał się wstydliwy. A przecież taka piękna jest nasza ziemia! Wystarczy rozejrzeć się wokół siebie, żeby zobaczyć coś, co przyciąga wielu turystów i ludzi spoza regionu. My, mieszkańcy Trybsza, jakby zupełnie tego nie zauważamy, w myśl zasady:
„Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”.
Nie jesteśmy świadomi, jakie bogactwo stanowi nasza historia, nasze tradycje, nasza kultura.
Do niedawna także w systemie edukacji nie uwzględniano wychowania regionalnego. Obecnie w szkole mówi się o tym, a bogactwo kultury wskazuje się poprzez działanie. Młode pokolenie powinno znać swoje korzenie, zanim je opuści w poszukiwaniu lepszego chleba. A może właśnie znając tę historię pozostanie tu, by tworzyć małą ojczyznę.
Zatem trzeba, aby człowiek wiedział kim jest. Do pewnych spraw dojrzewa się długo. Myślę, że nadszedł już czas, aby przypomnieć to , co zapomniane. Przypomnieć najstarszym. Pokazać młodszym i nauczyć najmłodszych. Tradycji, historii i swojskości. Przez pamięć wielu pokoleń tworzących naszą historię, bez których nie wiadomo jak potoczyłyby się nasze losy. Dzieje Trybsza to przede wszystkim dzieje ludzkich losów przeplatające się z przemianami historycznymi.
Historia Trybsza pisze się już prawie 450 lat. I choćby dlatego warto ją poznać.

CO BYŁO NA POCZĄTKU CZYLI ZANIM KTOŚ O NAS USŁYSZAŁ

Nie od zawsze istniała nasza wioska. Coś jednak tutaj się działo. Nie będziemy zagłębiać się w prehistorię, chociaż pewnie ciekawym wydaje się fakt znalezienia w Obłazowej bumerangu. Kto wie, może mieszkańcy terenów, na których teraz mieszkamy, rzeczywiście bojąc się sił przyrody w postaci dzikich zwierząt i zjawisk przyrodniczych, oddawali im cześć w tej jaskini. Ale rozważania te zostawmy archeologom. Tak czy inaczej, historia naszych terenów zaczęła się, według uczonych, w VII- VI w. p.n.e. A więc bardzo dawno. Musimy sobie wyobrazić, że na miejscu dzisiejszej Małopolski rośnie bór i tylko gdzieniegdzie istnieją siedliska ludzkie. Nie wiadomo do końca kim oni byli, ale umieli obrabiać żelazo, brąz, zajmowali się garncarstwem.
Spisz w różnych językach brzmi różnie. Scepusia- po łacinie, Zips po niemiecku, Szepes po węgiersku, Spisz po polsku i słowacku. W dawnych zapiskach ludzi odwiedzających naszą krainę można znaleźć słowo „Spiż”, bo wyobrażano sobie, iż znajdują się tam pokłady spiżu właśnie. Tymczasem tereny te to Magura Spiska ( przez „u” ). Słowo „magura” to inaczej grzbiet górski.
Na terenie dzisiejszego Spisza Słowianie pojawili się w VIII w.n.e. O ich istnieniu mówi „Żywot świętego Metodego” z końca IX w. Było to dość słabe plemię i dlatego szybko uległo Państwu Wielkomorawskiemu, do którego zostało przyłączone. Za panowania pierwszego historycznego władcy Polski, Mieszka I, w roku 990, tereny te włączone zostały do potężnego wtedy państwa Polan. Taki stan utrzymywał się jeszcze podczas rządów Bolesława Chrobrego, jednak po jego śmierci granica z Węgrami zaczęła przesuwać się ku północy. Bo mówimy o czasach, w których dopiero kształtowały się granice państw. Naszym władcom zależało na pokoju z wielkim Królestwem Węgierskim i dlatego król Bolesław Krzywousty wydał swoją córkę, Judytę, za Stefana syna króla węgierskiego Kolomana, ofiarując jej w posagu Ziemię Spiską. Działo się to w roku 1108. Kolejni krolowie węgierscy, Gejza II i Andrzej II bardzo chcieli zaludnić ziemię spiską. W tym celu sprowadzali tu niemieckich osadników. Najwięcej ich przyjechało na Spisz po najazdach tatarskich, w tym po najbardziej pustoszącym naszą ziemię najeździe z 1241 roku. Ziemię spiską od wtedy kolonizował ród Berzewiczych. Mimo, iż osadnikow sprowadzali z Niemiec, trzon każdej wsi stanowili Polacy. Jakiś czas panami na tym terenie byli Drughethowie. Spisz przechodził także przez ręceSchwarzów- Berzewiczych, Zapolyów.Tak pozostało do 1412 roku. Wtedy bowiem król Władysław Jagiełło spotkał się na niedzickim zamku z królem węgierskim Zygmuntem Luksemburczykiem. Zygmunt koniecznie chciał pożyczyć od naszego króla pieniądze. Jak widać, nasz król był, jak całe nasze państwo, dość potężne. Jagiełło pożyczył mu lub, jak wolą historycy, dał w zastaw 37 tysięcy kop czeskich groszy. Trudno mi w tej chwili powiedzieć ile to byłoby dzisiaj, dość, że to była bardzo ogromna suma pieniędzy. Stworzono wtedy starostwo spiskie. Starostą został urzędujący w Czorsztynie Zawisza Czarny. Tymczasem mijały lata, a Węgrzy ani myśleli oddawać królowi polskiemu pożyczonych pieniędzy. Wobec tego ziemie te pozostały przy Polsce, a właściwie wróciły do niej na stałe. Węgrzy próbowali je odzyskać, tłumacząc, iż sprawa pożyczki jest przedawniona, lecz polscy władcy uratowali swoje stanowisko.
Osadnictwo na Spiszu rozwija się jednak około XIII w. Po całej sprawie pożyczki węgierskiej, na Spiszu rządzili polscy starostowie. Ludność mówiła po polsku, pojawili się budowniczowie i artyści polscy.
W latach 1528- 89 Spisz przejściowo należał do możnego polskiego rodu Łaskich. Potem był w posiadaniu rodu węgierskiego- Horwathów z Palocsy. Przez sto lat majątek ten znajdował się w rękach włoskiego rodu Ioanellich de Toluano. Potem nadeszła reformacja i na Spiszu rozpoczął się okres walk religijnych. Horwathowie- Palocsayowie przechodzą na luteranizm i wyznają go aż do 1639 roku. Od 1857 roku klucz dunajecki przechodzi na własność Salamonów i Jugenfeldów. Po utworzeniu Austro – Węgier w 1867 roku rozpoczęła się systematyczna madziaryzacja naszych ziem. Węgrzy usuwali język polski był usuwany, a w 1880 roku z dokumentów zniknęło pojęcie narodowości polskiej.
W czasach zaborów Spisz wchodził w skład Austro- Węgier. Przed rozbiorami słaba Polska nie była w stanie utrzymać tych terenów przy sobie. W lutym 1769 roku Austria wprowadziła swoje wojska na granicę z Polską właśnie na Spiszu. Pod pretekstem ochrony swojego kraju przed zarazą bydła, która podobno groziła im z naszej strony. Oczywiście wojsko ustawiło się na takiej granicy, na jakiej ono chciało, to znaczy miało rozkaz się ustawić. Specjalne austriackie rozkazy mówiły, że należy zawładnąć wszystkimi terenami spornymi między Polską a Węgrami i że nie należy się z nikim liczyć w tym względzie.
Rozpoczęło się wyszukiwanie dowodów na „węgierskość” Spisza. Komisarz graniczny w 1769 roku wysłał do Wiednia memoriał o przyłączenie spornych ziem do Węgier. W rok później cesarzowa Maria Teresa zarządziła aneksję Spisza. Od naszej ziemi więc rozpoczął się smutny okres w historii naszej ojczyzny – rozbiory, które oficjalnie podpisano w Warszawie w 1772 roku.
Po I wojnie światowej Spisz stał się terenem spornym pomiędzy Polską a ówczesną Czechosłowacją. Na mocy decyzji Rady Ambasadorów podzielono go na dwie części. Polsce przypadło 14 wsi, tzw, Pieniny Spiskie. W 1939 roku Niemcy przyłączyli Spisz do Słowacji, lecz w 1945 roku wrócił on do Polski. Jest to więc kraina z ciekawą i długą historią, a nas interesuje, bo te koleje losu były udziałem i naszych przodków, tych mieszkających w Trybszu.


NO TO OD POCZĄTKU CZYLI NAJSTARSZE DZIEJE WSI

Początki naszej miejscowości nie są dokładnie znane. Nie ma zapisków, które mogłyby potwierdzić datę powstania osady. Uczeni znaleźli dokumenty mówiące o miejscowości Szenterzsebet czyli Święta Elżbieta (z języka węgierskiego) z roku 1439 . Nie ma jednak pewności, że chodzi o Trybsz. Być może chodzi o inną miejscowość niedaleko Liptowa.
Nie zachowały się także żadne dokumenty lokacyjne Trybsza, ani żadne informacje o zasadźcy czyli założycielu. Nie wiadomo więc, jaki był początek. Przyjmuje się, że Trybsz został założony przez panów mieszkających na zamku w Niedzicy, których wioski tworzyły tzw. „klucz dunajecki”. Trybsz został więc utworzony w końcu XV lub na początku XVI w. W każdym razie nie ma na to dowodów. Za to wiemy z całą pewnością, że o naszej wsi pisano w dokumentach z roku 1567. Były to dokumenty sprzedaży naszej wsi przez wspomnianych w poprzednim rozdziale Łaskich nowym właścicielom- węgierskiemu rodowi Horvathów z Palocsy. W umowie sprzedaży Trybsz nosi nazwę Trepschya i Trepsia. W późniejszych dokumentach spotykana jest nazwa Ujterebes.
Zasadniczą część Trybsza założyli osadnicy z Frydmana, wtedy już mocno spolszczonej wsi. Mówię „mocno spolszczonej”, bo Frydman został założony przez osadników niemieckich. Tak więc, mamy już początek. Pewnie były to trudne czasy, ostatecznie jest to wiek XVI. Osada zapewne, jak większość takich osad, liczyła kilkanaście do kilkadziesiąt domów. Mieszkańcy ,uzależnieni od pana w Niedzicy, od jego złej i dobrej woli, przemieszczali się: a to wyjeżdżając z Trybsza, a to do niego przyjeżdżając. I tak: według przekazów z Ksiąg Parafialnych, gruntownie zbadanych przez Mariana Gotkiewicza, nazwiska ludzi mieszkających w naszej wsi pojawiają się w innych spiskich wsiach lub też nazwiska ludzi z innych wsi pojawiają się w Trybszu. Świadczy to właśnie o przemieszczaniu się ludzi. Niektórzy z nich wyjeżdżali rodzinami, inni zawierali małżeństwa. Zgodnie z tymi badaniami potwierdzono istnienie 7 nazwisk, które powtarzają się w Księgach Parafialnych od XVII do XIX wieku. Przyjmuje się,że są to rdzenni mieszkańcy Trybsza. Są to nazwiska: Szyszka, Gronka, Łojek, Findura, Miotła, Pietraszek, Gawron. Ciekawym pozostaje fakt, iż pod koniec XIX wieku w Trybszu znajdują się 132 posesje, wśród których aż 33 gospodarstwa zajmują wyżej wspomniane rody. Interesujące wydaje się również i to, że w owych 132 domach mieszkają ludzie, którzy posługują się tylko 40 nazwiskami! Oznacza to, że 40 rodów mieszkało w naszej wsi.
Archiwum parafialne Trybsza zawiera bardzo wiele informacji na temat ludności nie tylko Trybsza, ale i Czarnej Góry i Rzepisk.
Z tymi wsiami Trybsz pozostawał w ścisłych kontaktach. Stare rodziny mieszkające w Trybszu noszą takie same nazwiska jak i rodziny w wymienionych wsiach. Ciekawe jest również pochodzenie tych nazwisk, podobne w każdej z tych miejscowości. W Trybszu w 1668 roku żyje Krystyna Sołtyska. Jako wspomnienia pełnienia przez poprzedników tego rodu urzędu sołtysiego, jej potomkowie w XIX wieku noszą już nazwisko Sołtys. Są to: Róża Sołtys –urodzona w 1899r., Maciej Sołtys, żyjący w połowie XIX wieku, a także Walenty Sołtys, którego znamy datę urodzenia – 1860r. Kolejne nazwisko, które zapoczątkowało powstanie innych pokrewnych nazwisk to : Michał Kowal. Zapewne nazwisko jego wzięło się z racji wykonywanego przez niego rzemiosła, niemniej jednak daje ono początek rodzinie Kowalczyków, których w XIX wieku w Trybszu mieszkało 3 rodziny, a także Kowalików, również i ich było w tym samym czasie w naszej wiosce 3 gospodarstwa. Zanika natomiast inne, również znane nazwisko trybskie: Bednarze. Po śmierci Szymona Bednarza w 1725 roku nikt już w Trybszu nie nosi takiego nazwiska. W 1665 roku w Trybszu można spotkać Wieńczysława Malarza Cichego. Jego dzieci i ich dzieci noszą w Trybszu nazwisko Malarczyków. W połowie XIX wieku żyją w Trybszu 2 rodziny o tym samym nazwisku. W XIX wieku przebywają w Trybszu Kaczmarczykowie i Młynarczykowie. W związku z wcześniej wspomnianą „wędrówką” ludności, pojawiają się w Trybszu, ale tylko na jakiś czas nazwiska: Cervus (Jeleń), którzy mają wielu krewnych w Kacwinie, a także Kubas, Boskowicz. Nie wiadomo o nich nic. Wiadomo, że oprócz nich mieszkali tu także Modlańcowie – Regina Modlaniec przybyła w 1725 roku prawdopodobnie z Podhala. Wtedy właśnie ostatecznie ustala się liczba gospodarstw noszących nazwiska:

Nazwisko występujące od XVII do XIX wieku Liczba gospodarstw zajmowanych przez te rody w XIX wieku
Łojek 10
Gronka 8
Findura 5
Miotła 4
Pietraszek 3
Gawron 2
Szyszka 1

Księga Parafialna zawiera także informację o starej rodzinie Pawliców. Są oni spokrewnieni z Pawlicami z Rzepisk. W tym czasie posiadają aż 13 gospodarstw. Ich pierwszym przedstawicielem był Jan Pawlikowski przybyły pod koniec XVII wieku z Rzepisk. Stamtąd także dotarli do Trybsza bracia Jan i Andrzej Pawlakowie.
Ponieważ wielu ludzi nosiło takie same nazwiska, dla ich odróżnienia tworzono przydomki. O nich także wspomina Księga Parafialna, a za nią wymieniony już Marian Gotkiewicz. I tak : jednego z Waksmańskich nazywa się „Biały”, innego „Walczuś”. Przedstawiciel Miotłów nosi przydomek „Józef”, chociaż ma na imię Michał.
Poza znanymi nam już starymi rodzinami, w Trybszu mieszkają także rodziny o innych spiskich nazwiskach : Mąka, Śliwa, Malec, Gogola, Furta, Chyźni, Moś, Husi, Gawel,Bębenek i Bryja.
Ten ostatni przybył z Łapsz Wyżnych. Z Łapsz Niżnych lub z Niedzicy przyjechali Bigosowie i Bizubowie, z Łapsz Wyżnych Łapszańscy, z Nowej Białej w 1860 roku Maria Długa. Z Zamagurza pochodzi również rodzina Witków. Cechą charakterystyczną dla Trybsza jest to, że mieszkają tu rodziny przybyłe z Podhala. Stąd biorą się elementy kultury, języka, strojów, obyczajów. W XIX wieku pojawiają się Łopuszańscy, później Łopuśniakowie oczywiście z Łopusznej, wtedy również mieszkają tu Pająkowie z Galicji, w 6 gospodarstwach żyją Wadowscy, a w 2 Rabiańscy. Wszyscy oni przyjechali prawdopodobnie spod Krakowa. Przewija się także nazwisko Dwornickich, którzy jednak przeprowadzają się do Kacwina i Niedzicy. Na początku XIX wieku do Trybsza zjeżdżają Dudasze Gryponie z Białki, Franciszek Siwiok z Szaflar,Antonia Gil z Białego Dunajca, Maciej Szydłowski, Jan Budz z Gronia, Wiktoria Łukaszczyk z Murzasichla, Maria Czypiel z Szaflar oraz Wodziakowie z Białki, którzy przenieśli się w późniejszym czasie do Kacwina.
W końcu XIX wieku pojawiają się dwa słowackobrzmiące nazwiska: Haniaczkowie i Wniemczakowie.
Trybsz był wsią przyjazną nie tylko przybyszom zza miedzy, ale i zza granicy. Stosunkowo wiele nazwisk obcego pochodzenia przewija się przez Trybsz, niektóre z nich w spolszczonej formie lub w swojej oryginalnej pozostały do dziś.
Zaczynając od nazwisk niemieckich, których wiele pojawia się na całym Spiszu, należy wymienić dwa, których przedstawiciele mieszkali w naszej wsi. Scholtzowie prawdopodobnie zjawili się w Trybszu w XIX wieku. Emeryk Scholtz wspomniany jest w księgach w roku 1868, wcześniej jego syn Sebastian, który urodził się w 1863 roku. Rok 1900 wymienia Emeryka i Andrzeja. Kolejnymi mieszkańcami- przybyszami z Niemiec byli Reichelowie. Jej przedstawiciel, Ferdynand Reichel, był nauczycielem w Czarnej Górze w 1868 roku. On sam i jego żona Maria często pojawiają się w dokumentach.
W Trybszu także urodził się ich syn, Jan w 1871 roku. Jednak więcej nie ma o nich w żadnych wzmiankach. Najprawdopodobniej wyjechali nie tylko z Trybsza, ale i ze Spisza w ogóle, bowiem ich nazwisko nie pojawia się w żadnej parafii spiskiej. Według Tadeusza M. Trajdosa, badającego dokumenty większości spiskich wsi, rodzina Waksmańskich, która w 1900 roku zajmowała 8 gospodarstw w Trybszu, również ma nazwisko pochodzenia niemieckiego. Otóż w Kacwinie mieszkał w 1783 roku Martin Waxman. Ożenił się z mieszkanką Kacwina, Agnieszką Panterą. Z tego małżeństwa miał córkę, Annę. Pod koniec XVIII wieku potomkowie przenieśli się do Trybsza. Tu pojawiają się jako Waksmańscy- rodzina całkowicie spolszczona.
Poza Niemcami, w Trybszu mieszkają także Węgrzy. W 1884 roku w metrykach pojawia się Bartłomiej Kuruc, który pielęgnuje pamięć o przodkach- powstańcach węgierskich. Inną rodziną węgierskiego pochodzenia są Kossuthowie. Do dnia dzisiejszego w naszej wsi żyją Koszutowie, noszący całkowicie spolszczone nazwisko. Węgierskie nazwisko mają także być może Zygmuntowie (Zsigmond). Ich nazwisko pojawia się od 1869 roku. W 1870 roku rodzi się Jakub Zygmunt, a kolejny urodzony w 1884 roku przedstawiciel tej rodziny, Wojciech, nazywa się już Zygmuntowicz. Około 1900 roku w Trybszu żyje dwóch Józefów Zygmuntów i Wojciech Zygmuntowicz. Dzisiaj nie ma już przedstawicieli tej rodziny, ale pamięć o nich zachowała się w nazwie jednej z zagrod trybskich: „Do Zygmonta”. W 1849 roku pojawia się inne węgierskie nazwisko. Chodzi o Franza Denesa.
W późniejszym swoim życiu człowiek ten, mieszkaniec naszej wsi, zostanie wybitnym badaczem Pienin i Tatr i w ten sposób, nie zauważony przez współmieszkańców, przejdzie do historii.
Spisz jest krainą wielonarodowościową, tak też jest i w Trybszu. Mieszkają tu także Cyganie. Rodzina Mirgo lub Mirga pojawia się praktycznie na całym Spiszu od końca XVIII wieku. Do Trybsza pierwszy Mirga, Jakub, przybywa w 1899 roku, a w rok później Maria Mirga z Jurgowa. Do drugiej wojny światowej rodzina Mirgów była w posiadaniu jedynej w naszej wsi kuźni.
Poza wymienionymi narodowościami, w Trybszu przebywali również Żydzi. Było ich niewielu. W XIX wieku, w roku 1859, mieszka rodzina Schon. W 1911 roku jedna z Schonówien wychodzi za mąż za polskiego gospodarza, Pietraszka. W 1911 roku Żydzi mieszkający u nas są już neofitami: Wilhelm Tischgrunt i Zofia Groszwirth w 1912 roku chrzczą swoje dziecko, córkę Helenę Elżbietę. Los Żydów jednak zakończył się okrutnie. Nie tylko Żydów trybskich, ale i z całego Spisza: zostali wywiezieni do niemieckich obozów koncentracyjnych w 1942 roku.
W Trybszu mieszka też inna grupa etniczna: Łemkowie czyli, jak ich nazwano na Spiszu, Rusnacy. Przybywają oni do spiskich wsi, w tym i do naszej, z Osturni, przez nich założonej wsi. Najczęściej jednak Rusnacy nie zamieszkują na dłużej w określonej wsi. Raczej wędrują w poszukiwaniu pracy, najmują się głównie do prac polowych lub pasterskich, bo trzeba dodać, że są znakomitymi pasterzami. W Trybszu znajdują zajęcie sezonowe głównie w młynie. Z czasem kontakty nie ograniczają się tylko do takich. Rusnacy zaczynają się mieszać z innymi. W Trybszu rodzina Rusnaków (takie noszą nazwisko w metrykach) mieszka od 1844 roku. Z historią Trybsza nierozerwalnie wiąże się historia Czarnej Góry. Nie jest ona wprawdzie celem naszej opowieści, ale nie sposób ominąć jej opisując dzieje Trybsza. Czarna Góra to wieś powstała przed Trybszem. Została założona w XV wieku przez uciekinierów znad Adriatyku. Owi uciekinierzy to Czarnogórcy, z księstwa Crnojevicow. Po walkach wewnętrznych w swoim państwie emigrowali osiedlając się wzdłuż Dunaju i Cisy, a także wędrując aż do Krakowa. W Czarnej Górze osiedliła się grupa, do dnia dzisiejszego istnieje jeszcze 5 rodzin, potomków owych ludzi. Ich dzieje są interesujące dla nas, bo związane z naszą wsią. Są to: Milonowie, Miśkowiczowie, Tomeczkowiczowie, Kiernoziakowie i Jezierczakowie. Zamieszkali oni na terenie dzisiejszego „Sołtystwa”, wykarczowali go z lasów, ale w poźniejszym czasie zostali wyparci do Trybsza. U nas osiedlili się: Milonowie, Tomeczkowiczowie, Kiernoziakowie i Jezierczakowie, zaś Miśkowiczowie poszli do Jurgowa. Tomeczkowiczowie przeniknęli nawet do Łapsz Wyżnych, a Jezierczakowie aż do Niedzicy. W tym czasie, kiedy „rodziny bałkańskie” wędrują do Trybsza, w Trybszu dzieje się podobnie: Trybszanie wędrują do Czarnej Góry:

Nazwisko osadnika z Trybsza w Czarnej Górze Liczba zajmowanych posesji
Pluta 2
Chudziak 4
Chyżni 4
Sarna 2
Gogola 4
Kluska 2
Kikla 3
Hełdak 3
Kuna 1
Młynarczyk 2
Kowalczyk 2
Sołtys 3



Przez wiele lat od utworzenia Trybsz jako parafia należał do Krempach, potem do Frydmana, a wreszcie w 1769 został samodzielna parafią. W 1779 roku przyłączono do niego Czarną Górę.
Przez wieś przeszło wiele epidemii cholery. Na szczęście nie zdziesiątkowały one doszczętnie wsi. Cmentarz ofiar znajduje się poza wsią – przy kapliczce „pod Wierbówką”.
Po I wojnie światowej, kiedy Trybsz, w wyniku ustaleń Rady Ambasadorów, pozostał przy Polsce, mieszkańcy Spisza i Orawy utworzyli Związek Spisko- Orawski, przekształcony w Związek Górnego Spisza i Orawy. Wiceprezesem tego związku został Paweł Bizub – ówczesny młynarz trybski. 18. 10. 1936 roku powołano nawet koło wiejskie tego związku w Trybszu. Na jego czele stanął Franciszek Wadowski. Podczas II wojny Trybsz nie ucierpiał bardzo. Starsze pokolenie pamięta, że w dniu, w którym wojska niemieckie ostrzeliwały naszą wioskę, była gęsta mgła i pociski trafiały nie na wieś, ale „do Pasiek”. Jedna z bomb trafiła koło domu u Kasinki (tam, gdzie teraz mieszka pan sołtys, Franciszek Milon).Mieszkańcy byli przymuszani do prac przy kopaniu okopów „przy Dursztynku”. We wsi mieszkali na kwaterach żołnierze. Ludzie chowali konie i inne zwierzęta w lesie, żeby nie zabrali ich Niemcy. Pod koniec wojny, kiedy wojska rosyjskie wkroczyły do Trybsza, żołnierze niemieccy uciekali. Ci, którzy pamiętają te czasy mówią, że uciekało ich kilku wzdłuż rzeki popod Grapę. Zostali zabici przez Rosjan i pochowani w Grapie, pod kapliczką świętego Jana. Według innych to nie sami Niemcy tam są pochowani, ale i Węgrzy. Tak czy inaczej, groby ich tam się znajdują. Po wojnie w Trybszu wcale nie było wesoło. Państwo narzuciło przymusowe „kontyngenty”, każdy gospodarz musiał oddawać dużą część wyhodowanych przez siebie zwierząt i zbóż . Powoli jednak, stopniowo, we wsi robiło się dostatniej. A to za sprawą wybudowanego w niedalekim Nowym Targu kombinatu obuwniczego, w którym wielu mieszkańców okolicznych wiosek ,w tym i Trybsza, znalazło pracę, a to za sprawą wyjazdów pierwszych trybszan za Wielką Wodę, do Ameryki. Do Ameryki wyjeżdżali już Trybszanie przed wojną do pracy do kopalni. O wielkiej, trybskiej emigracji przed wojną pisali znawcy i badacze tych terenów. Dla przykładu podam, że w 1891 roku w Trybszu mieszkało 631 osób, w 1913 roku tyle samo, gdyż Trybszanie prawie masowo wyjeżdżali do Ameryki.
Wielu z nich wyjeżdżało kilka razy- za zarobione ciężko pieniążki kupowali nic innego tylko pole. To, którego wielkie połacie leżą teraz odłogiem. Przez Trybsz przetoczyło się wiele pożarów:
• W Zielone Świątki, w 1947 roku, pożar strawił domy i zabudowania pod kościołem – od Gronków do Wadowskich- czyli od Brzyscana do Organisty;
• 3 sierpnia 1951 roku uległy spaleniu zabudowania od Tomeczkowiczów do Miskowiczów- czyli od nieistniejącego już domu między Pietraszkami a Witkami do potoka obok Zygmuntów;
• w 1966 roku prawdopodobnie spowodowany sadzą pożar zniszczył doszczętnie domostwa Milonów i Kaczmarczyków- czyli u Minialoka i Misiarcyka;
• 6 czerwca 1968 roku spaliły się zabudowania przy drodze do Czarnej Góry – Pietraszkowie, Modłowie, Pawlicowie i Wadowscy;
• w sierpniu 1975 pożar zniszczył domy Wojciecha i Walentego Wadowskich • maj 2000 roku – pożar Za Wodą u Bizubów, Biziaków i Kaczmarczyków; • 1 stycznia 2001 roku- pożar u Pana Emila Biziaka;
W 1937 roku, staraniem między innymi Związku Górnego Spisza i Orawy wybudowano w naszej wsi wodociąg grawitacyjny. Wtedy także powstała bita droga przez wieś na trasie Nowy Targ – Niedzica.
Dzisiaj historia Trybsza toczy się jakby szybciej. Młodzi spieszą się ciągle, nie myśląc o przeszłości. Emigrują, bardzo często na stałe. Ale też i życie nie jest tu łatwe, a Trybszanie, naród dumny i pracowity, nie chcą niczego nikomu zawdzięczać, a zwłaszcza swojego bytu. Budują więc piękne domy, wokół domów wspaniale utrzymane ogródki, starają się jak mogą , aby wieś była zadbana.

HISTORIA PARAFII I KOŚCIOŁA

Kto i kiedy zbudował w Trybszu drewniany kościółek? Nie wiadomo. Według napisu nad drzwiami kościoła, było to w 1567 roku. Pewnie zrobili to nasi pradziadowie za namową księży i przy ogromnym zaangażowaniu ówczesnego sołtysa. Tradycja zapisana w kronikach każe nam wierzyć, że twarz Chrystusa spoglądającego na nas znad drzwi zakrystii, to podobizna właśnie nie kogo innego, jak właśnie trybskiego sołtysa. W każdym razie do końca nie wiadomo, jak to z naszym kościółkiem było. Nad amboną, stojącą w kościółku do dnia dzisiejszego widniał kiedyś napis. Obecnie jest on pieczołowicie przechowywany w Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dokument ów brzmi następująco:

„Od narodzenia Chrystusa Pana rok tysięczny, dwakroć trzechsetny i dziewięć pięcioleci upływa, dwa razy zima więzi lodem fale w rzekach, kiedy to błyszczącym kolorem w tym Domu Bożym, nieuczonemu ludowi pod dyktando proboszcza Jana Ratułowskiego przedstawione zostają święte dogmaty Nieba. To jest kościół ten wymalowany został przez magistra Jana Ratułowskiego podówczas proboszcza tego i frydmańskiego kościoła, Roku Pańskiego 1647”.

Kimże był ów ksiądz? Pochodził z Ratułowa, tego niedaleko Trybsza, zza Gubałówki. Był bardzo starannie wykształconym człowiekiem, co znaczy, że pochodził ze znacznej rodziny. Został doktorem filozofii, ale i profesorem Akademii Krakowskiej. Od 1640 roku pełnił funkcję proboszcza we Frydmanie. Czynnie uczestniczył w pracach na rzecz powrotu wsi spiskich od protestantyzmu do katolicyzmu, dlatego jemu, jako znawcy Spisza, przyszło pracować w naszej parafii.
My, Trybszanie, nie wiemy często, jaką wartość posiada stary kościół. Gromadzimy się w nim tylko dwa razy do roku, a i to nie zastanawiamy się nad jego dziejami. A szkoda, bo są to dzieje ciekawe. Rzadko też mamy świadomość, że oto gromadzimy się w miejscu, które ma już 400 lat!! Na temat tego zabytku powstało wiele opracowań, wielu znawców historii sztuki interesowało i interesuje się nim, a my nie znamy jego dziejów. W latach międzywojennych padła nawet propozycja przeniesienia stropu świątyni do muzeum, inny pomysł mówił o utworzeniu w środku Kościółka Muzeum Spiskiego. Szczęśliwie dla nas, kościółek stoi w nienaruszonym stanie, a my możemy go podziwiać. Najbardziej szczegółową pracę na jego temat stworzył A. Skorupa. Na niego będę się powoływać w swojej opowieści.
Kościołek ma konstrukcję zrębową, jest zbudowany na osi „wschód – zachód” jak wiele ówczesnych świątyń. Cały z drzewa modrzewiowego. Wbrew pozorom ma on małe wymiary: długość 15 metrów, a szerokość 8 metrów. Do 1924 roku miął długość 23 metrów, gdyż w skład świątyni wchodziła także dzwonnica. We wspomnianym 1924 roku rozebrano ją, gdyż groziła zawaleniem i stanowiła niebezpieczeństwo dla ludzi. Wnętrze świątyni zawiera najpiękniejszą polichromię, odrestaurowaną w 1936 roku. Wtedy to podniesiono cały kościółek i osadzono na nowo zbudowanej podmurówce. Potem odnowiono ściany w ten sposób, że przecinano płazy, z których był zbudowany na początku i wstawiano nowe, przybijając do nich malowidła. Ponieważ budynek się chylił od starości, wzmocniono go słupami i obito gontem. I tak pozostało do dziś. Jeszcze trzykrotnie restaurowano kościółek : w latach 1953- 56, 1972, 1976.
Nasz kościółek jest ciekawy pod wieloma względami. Jest to jeden z nielicznych kościołów, którego ściany zwężają się ku górze. Został w ten sposób zabezpieczony przed zawaleniem. Kiedyś, od dzisiejszej ulicy świętej Elżbiety, czyli od północnej strony, do kościółka przylegała zakrystia. Dzisiaj możemy oglądać tylko drzwi z nadprożem w tak zwanym kształcie „oślego grzbietu”. Od strony południowej, od cmentarza, zbudowana była kruchta. Dziś pozbawiona jest drzwi. Tym razem jest to cecha charakterystyczna dla budownictwa sakralnego na Podtatrzu. Najcenniejsze są jednak malowidła i wnętrze kościoła. Autor malowideł jest nieznany. Wiadomo, że był to wynajęty przez księdza Ratułowskiego artysta –malarz ze środowisk krakowskich. Przypuszczenia takie wynikają stąd, że znaczna liczba krakowskich świątyń z tego i wcześniejszego okresu ma takie same lub bardzo podobne malowidła. Cała polichromia przedstawia krajobrazy, kwatery z obrazami, ozdobione namalowanymi kolumnami, motywami roślinnymi. Wszystko tow żywych, barwnych kolorach, tu i ówdzie cieniowanych. Przyjrzyjmy się tym malowidłom: patrząc od północnej ściany, od wymienionej już ulicy świętej Elżbiety popod samym sufitem widzimy pas malowideł podpisanych w języku łacińskim. Z nich dowiadujemy się co jestna obrazach. Poczynając od najdalej umiejscowionych od ołtarza, od drzwi możemy zobaczyć Chrystofanię Marii. Jest to scena, w której Chrystus ukazuje się matce po swoim zmartwychwsytaniu. Obok Pokłon Trzech Króli i Boże Narodzenie. Sceny te są bardzo zniszczone, dlatego trudno na pierwszy rzut oka je odczytać. Za nimi, idąc w stronę ołtarza Święty Jerzy walczy ze smokiem. Kolejne sceny to znowu sceny maryjne: Nawiedzenie, Zwiastowanie, które namalowane są na tle architektury i Matka Boska Niepokalana.
Ta ostatnia scena pokazuje Matkę Boską stojącą na smoku oznaczającym grzechy. W dalszej kolejności artysta namalował Świętą Elżbietę, patronkę parafii, Świętego Stanisława. Dalej możemy zobaczyć postacie starotestamentowe: Mojżesza i Aarona. Za nimi święty Jan Kanty, który dopiero co został beatyfikowany, był również, jak ksiądz Ratułowski, profesorem Akademii Krakowskiej. Od tego miejsca do końca patrzą na nas święci Apostołowie w takiej kolejności: Święci Piotr, Andrzej, Jan, Jakub Większy, Bartłomiej, Filip, Tomasz, Mateusz, Szymon i Jakub Mniejszy. Pomiędzy Mateuszem a Szymonem stoi postać świętego Marcina. Święty Marcin odcina mieczem kawałek swojego płaszcza, aby oddać go żebrakowi. Święty ten patronował pasterzom, zwierzętom i ptakom domowym. Z uroczystością ku jego czci (11 listopada) wiązali mieszkańcy zakończenie prac polowych i nastanie zimy.
Wróćmy znowu do północnej ściany. Patrząc na dolne malowidła dostrzegamy scenę Sądu Krwi, czyli sądu nad Chrystusem u Kajfasza. W dalszej kolejności nie ma malowideł, gdyż stoi ambona. Kronika kościelna mówi, że ambona powstała w roku 1787, a więc nieco później od całego kościółka. Jest ona jednak bardzo piękna. Na balustradzie umieszczono dwa obrazy: Chrystus z Samarytanką przy studni i Miłosierny Samarytanin. Za plecami ambony wisiał obraz, który obecnie znajduje się w nowym kościele. Wisi w przedsionku (chłopińcu) i przedstawia Przemienienie na górze Tabor. Tuż za amboną są drzwi wejściowe z dawnej zakrystii. Ponad nimi namalowano scenę nazwaną po łacinie Iesus Triumphans. Jest to scena, w której Chrystus siedzący na rydwanie ciągnionym przez owieczki trzyma w ręku chorągiew wielkanocną , krzyż i narzędzia swej męki. Obok tego zaprzęgu kroczy śmierć. To tej postaci Chrystusa użyczył swej twarzy sołtys trybski. Dalej widnieje scena Zapowiedzi narodzenia Izaaka . Z kolei kilka następnych malowideł przedstawia doktorów kościoła: Świętych Augustyna, Hieronima, Grzegorza i Ambrożego. Ostatnia, mało czytelna dzisiaj scena to scena pasyjna odsłania klęczącego Chrystusa i narzędzia jego męki.
W dalszej kolejności umieszczone są drzwi, na których co roku budowano Grób Pański, stąd na drzwiach możemy zobaczyć namalowane postacie żołnierzy rzymskich. Bardzo cenny i stosunkowo mało zniszczony jest strop świątyni. Nad ołtarzem malarz umieścił Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny. Ciekawe wydaje się tło malowidła: górski krajobraz Tatr Bielskich i Pienin z zamkami w Niedzicy i Czorsztynie. Jest to, jak mówią znawcy tematu, najstarsza panorama Tatr. Podobna znajduje się w kościele świętego Idziego w Popradzie, ale jest bardzo zniszczona i nieczytelna. Środkowy obraz to Koronacja Najświętszej Marii Panny, ostatni, największy- Sąd Ostateczny. Widzimy tu Chrystusa z symbolami: lilią – miłosierdzia i mieczem- kary. Poza tym Matka Boska wstawia się za ludzkością, a także Jan Chrzciciel z innymi świętymi.
Nad wszystkimi grają trąby anielskie, a pod wszystkimi wznoszą się kolejny raz górskie szczyty.
Na koniec nie sposób nie wspomnieć o chórze. Przypuszcza się, że powstał on później niż kościółek Na jego balustradzie widnieje dzieło innego malarza, ilustrujące siedem grzechów głównych. Są to symboliczne sceny. Na przykład Dama w szerokiej sukni i paw to pycha, mężczyzna z workiem pieniędzy i pies to chciwość. Poza malowidłami w świątyni znajduje się rzeźba Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej w ażurowej ramie i z ozdobnymi motywami liści winogron. Rzeźba pochodzi z okresu budowy kościoła. Oprócz tego dwa feretrony – Matka Boska z Dzieciątkiem (rzeźba i obraz), drewniana barokowa chrzcielnica i piękne oryginalne lichtarze w kształcie aniołów. Nie zachowały się ornaty, zwłaszcza XVII- wieczny ornat bialy haftowany w różnobarwne kwiaty na srebrnym tle.
Do wyposażenia kościoła należy także srebrna monstrancja, którą Andrzej Horwath ofiarował naszej świątyni. Było to niedługo po tym jak panowie niedziccy przeszli z luteranizmu na katolicyzm. Monstrancja ta ma wysokość 70 cm , stoi na czterolistnej stopie, ozdobionej główkami aniołków. Jej ażurowa puszka ozdobiona jest pozłacanymi postaciami świętych Andrzeja Apostoła i Jana Chrzciciela. Na szczycie umieszczono ozdobioną Pasję. Wśród zabytków należy wyróżnić też srebrny i pozłacany kielich z XV wieku z maleńkimi rzeźbami Matki Boskiej z Dzieciątkiem. W 1904 roku wybudowano drugi kościół - również poświęcony św. Elżbiecie (odpust 17 listopada). Znaczną część wyposażenia tej świątyni stanowi wyposażenie starego, zabytkowego kościoła. W głównym ołtarzu widzimy figurę świętej Elżbiety, która rzuca żebrakowi monetę. Na zewnątrz tej części ołtarza stoją figury świętego Stefana – króla Węgier i Kazimierza Jagiellończyka – polskiego królewicza i kardynała. Na kolumnach postawiono figury świętej Heleny trzymając ej księgę i krzyż oraz świętej Doroty dzierżącej misę. Powyżej ołtarza święci Piotr i Paweł. W lewym ołtarzu znajduje się obraz Pana Jezusa Mogilskiego, który został wstawiony w miejsce zabytkowego, a znajdującego się na plebanii obrazu rodziców Matki Boskiej: św. Anny i św. Joachima. Na zewnątrz tego ołtarzyka stoją figury Ewangelistów, a w górnej kondygnacji – św. Walentego. Po prawej stronie znajduje się drugi ołtarzyk - rzeźba Matki Boskiej i świętych niewiast(wśród nich jest święta Barbara), zaś ponad nimi figura świętego Mikołaja. W świątyni znajdują się także dwa boczne ołtarzyki: świętego Antoniego Padewskiego- drugiego patrona parafii (odpust 13 czerwca) oraz ołtarzyk Miłosierdzia Bożego. Pod chórem zawieszono najstarszy obraz- z XVI wieku, a właściwie część tryptyku- świętą Elżbietę. W kruchcie wisi także zabytkowy obraz „Przemienienie Pańskie”. Obydwa kościoły stanowią całość razem z dwoma zabytkowymi drzewami- lipą i jaworem i cmentarzem. Cmentarz powstał w XVIII wieku- wspomina o nim relacja z wizytacji z 1751 roku. Miał wtedy długość 150 kroków i szerokość 55 kroków. Wtedy jego ogrodzen ie stanowił drewniany płot. W 1831 roku powiększono go. Całym kompleksem opiekują się od 1957 roku ojcowie Cystersi z Mogiły.
Na koniec muszę wspomnieć ze smutkiem o pacyfikale, czyli pozłacanym krzyżu. Ze smutkiem, bowiem kronika z 1966 roku sporządzona przez ówczesnego proboszcza Trybsza, ojca Bogumiła Salwińskiego, wspomina ów pacyfikał z odlewaną figurką Ukrzyżowanego i z rytymi na ramionach symbolami Ewangelistów , zaś Andrzej Skorupa, wybitny znawca kościołów na Polskim Spiszu pisze w 2001 roku, że ten pacyfikał zaginął. Nie wiadomo, co się z nim stało.

Przez tyle wieków historii przez parafię przewinęło się wielu księży administratorów i proboszczów:
• W 1640 roku na ówczesną parafię Frydman i Trybsz przyszedł ksiądz Jan Ratułowski, który był inicjatorem i fundatorem pierwszego kościółka drewnianego –obecnie zabytku; pochodził z ratułowskiej rodziny sołtysa, studiował w Uniwersytecie Jagiellońskim , w 1567 roku maluje kościół trybski, zaś na parafii frydmańsko- trybskiej nie był dłużej jak do 1676 roku;
• Ksiądz Michał Tusiński- od 1676 roku dwa lata na tej parafii - przyszedł z Maciaszowiec (obecnie na Słowacji);
• Ksiądz Piotr Chybowicz, wcześniejszy proboszcz Rychwałdu (obecnie na Słowacji) rodem z Żywca zginął we Frydmanie zabity przez rebeliantów Tokoliego – wg podań zginął na ambonie i pod nią został pochowany w 1679 roku.
• Ksiądz Wawrzyniec Faykisz - wpisuje się do Bractwa Różańcowego w Starej Wsi.
• Ksiądz Kazimierz Młynarczyk z Żywca był proboszczem we Frydmanie i Trybszu w latach 1691-1703.
• Ksiądz Stefan Mikołajski z Nowego Targu duszpasterzował aż 22 lata. Zgodnie z podaniem znaleziono go uduszonego ręcznikiem w swoim łóżku.
• Ksiądz Jan Oborowicz sprawował opiekę nad oboma siami 17 lat.
• Ksiądz Marcin Koen z Trnawy (na Słowacji) - w latach 1742 - 1751
. • Ksiądz Michał Lorenc z Krempach wyświęcony w Krakowie zbudował kapliczkę Matki Boskiej Bolesnej w Niedzicy i Matki boskiej Szkaplerznej we Frydmanie, w której został pochowany. Po jego śmierci (w 17 69 roku) utworzono samodzielną parafię w Trybszu.
• Ksiądz Andrzej Molitorys z Kacwina w latach 1769 - 1770.
• Ksiądz Maciej Kaczmarczyk w latach 1770- 1778 .
• Ksiądz Antoni Rajtar ze Starej Wsi - 1779 – 1781.
• Ksiądz Jerzy Wiola ze Śmiecian;
• Ojciec Anastazy Chowaniec, administrator;
• Ksiądz Jan Łukassy w latach 1796 – 1800, za jego czasów odbyła się wizytacja biskupia, zmarł w Trybszu i tu został pochowany.
• Ksiądz Jan Baptysta Mejer urodzony w Turcji był proboszczem w latach 1800 – 1809. Zainicjował i wybudował murowaną plebanię.
• Ksiądz Jan Wyrostek ze Starej Wsi, z powodu kłopotów z parafianami dotyczących dziesięciny, był proboszczem tylko 3 lata 1809 - 1812.
• Ksiądz Michał Kolczanay z Betlanowic – 1812 - 1821.
• Ksiądz Jan Nalepka z Łapsz Niżnych - 1821-1824.
• Ksiądz Michał Morciński – tylko kilka miesięcy.
• Ksiądz Karol Szpernakiewicz 1824 - 1836 –przebudował zniszczone budynki gospodarcze.
• Ksiądz Maciej Giblejak w 1836 r.
• Ksiądz Jan Bohiński z Gniazd 1838 - 1870.
• Ksiądz Karol Kern.
• Ksiądz Michał Nyulassy z Kacwina 1870 – 1927, fundator nowej świątyni. Wraz z nim w Trybszu jednocześnie pracowali ksiądz Franciszek Moś 1914- 1925 oraz ksiądz Andrzej H ryc.
• Ksiądz Adam Duszyk 1928 – 1932.
• Ksiądz Jan Wilhelm 1932 - 1940 – buduje nową plebanię.
• Ksiądz Józef Gonsorcik – 1940-1943.
• Ksiądz Jan Kubiciar 1943- 1945.
• Ksiądz Jan Wyrostek 1945-1946.
• Ksiądz Tadeusz Czerwień obejmuje probostwo wraz z Reformatami z Krakowa w latach 1946- 1949 – wybudował kościółek w Czarnej Górze, nowe ogrodzenie wokół cmentarza i od południowej strony kościoła, a także zapoczątkował odpust świętego Antoniego i postawił ku jego czci ołtarz w kościele.


SŁÓW KILKA O TRYBSKIEJ STRAŻY POŻARNEJ

Pożary nękały ludzi od zawsze. Ludzie jakoś musieli sobie radzić z nimi. Tak było i u nas. Zapewne w razie pożaru w naszej wsi ludzie nawzajem ratowali swój dobytek, pomagali potem dźwigać się ze zgliszcz. Oficjalna jednostka straży w Trybszu powstała w 1910 roku. Nie ma oficjalnej kroniki, ale istnieje dokument, który to potwierdza. Został on spisany w Urzędzie Gminy w Łapszach Niżnych, w obecności pracowników tego urzędu w dniu 31.05.1985 roku. Brzmi on tak:
Oświadczenie
Oświadczam w obecności świadków : - Pawlica Anna i Waksmańska Maria, że jest nam osobiście wiadomym, że Jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej w Trybszu została założona w 1910 roku. Pierwszym komendantem był ob. Wadowski Józef przydomek Kaplorka, w tym okresie czasu mieszkałyśmy obydwie obok remizy strażackiej i miałyśmy lat 11 i 13. Podaję również następujące fakty: zaraz po założeniu Ochotniczej Straży Pożarnej rozpoczęto budowę drewnianej remizy z desek, w której umieszczono sprzęt przeciwpożarowy. Zakupiono również sikawkę ręczną w Zilinie w 1919 roku. W tym okresie do straży pożarnej należeli pozostali strażacy: Waksmański Marcin, Wadowski Andrzej, Modła Andrzej, Pawlica Walenty, Wadowski Jan, i oni to właśnie po wybudowaniu remizy ćwiczyli z tym sprzętem przeciwpożarowym a w razie potrzeby brali czynny udział przy pożarach jak i w ćwiczeniach przeważnie w swojej wiosce, ale w razie zagrożenia pożarem również brali czynny udział w okolicznych czy sąsiednich wioskach, gdyż zaprzęg konny był.
Stwierdzamy to osobiście swoimi podpisami.
Tu następują dwa podpisy : Pani Marii Waksmańskiej i Pani Anny Pawlica.
Czy wiecie gdzie wybudowana była pierwsza w Trybszu remiza? Nie pod kościołem. Stała ona obok rzeki, tam, gdzie dzisiaj jest „ława do Świeca za Wodę”. Tam już nie ma śladów po tym budynku i tylko najstarsi mieszkańcy naszej wioski to pamiętają.
Współcześnie nam remiza stoi w centrum wsi. Została oddana do użytku w 1984 roku.


JAK TO Z NASZĄ SZKOŁĄ BYŁO


Nie udało mi się dotrzeć, niestety, do żadnych źródeł, które potwierdzałyby istnienie szkoły przed I wojną. Myślę, że jednak była taka szkoła, pewnie przykościelna. Po wojnie, kiedy Polska odzyskała niepodległość, na całym Spiszu powoływano szkoły. W Trybszu sytuacja, według ówczesnych władz nie była najlepsza.
W „Pamiętnikach” Jana Plucińskiego, znanego propagatora polskości Spisza, a także nauczyciela wielu spiskich wsi można przeczytać o wielkim konflikcie w trybskiej szkole na tle nauczania języka słowackiego i polskiego. Nauczycielką wtedy była w Trybszu Janina Rzepecka. Kiedy sytuacja wyklarowała się na tyle, że można było spokojnie pracować, wybuchła II wojna światowa. Po wojnie nauka odbywała się w kilku domach prywatnych. Dzieci uczyły się początkowo w domu u Kiernoziaków, a potem tu, gdzie obecna remiza. W naszej wsi dość długo istniało przedszkole dla maluchów. Mieściło się w domu u Haniaczyków.
Dopiero w 1959 roku zostaje oddany nowy budynek szkoły, ten , w którym nauka trwa do dzisiaj. Kierownikiem szkoły był od 01.09.1953 roku Pan Wincenty Dewera. Jak pisze w szkolnej kronice, praca w szkole wtedy nie należała do łatwych. Po nim,w latach 80-tych funkcję dyrektora szkoły pełnili kolejno: Pani Helena Cudecka i Pan Stanisław Skubisz.
Dzisiaj szkoła jest rozbudowana (1995 rok) i chce uczestniczyć w życiu wsi. Coraz więcej jej absolwentów wybiera szkoły średnie, niektórzy nawet studia wyższe.

Bardzo ważnymi w życiu naszej wsi były dziwne wierzenia i zwyczaje.

• Kiedy ktoś przychodził do gospodarza i zaglądał mu do stajni, należało trzy razy przepluć, żeby nic złego zwierzętom się nie stało;
• Kiedy gospodarz chciał, żeby krowa mu się ocieliła w dzień, a nie w nocy , powinien był ją ostatni raz podoić w niedzielę i przeżegnać;
• W piątek nie należało jeść nie tylko pokarmów mięsnych, ale także jajek;
• O zmierzchu, po zachodzie słońca nie należało zaglądać do cudzej stajni;
• Nie można było rozmawiać przez próg;
• Na wiosnę pod kamienny mostek kładziono sól, żeby jurgowskie krowy, przepędzane wiosną na pola przy Dursztynie, nie odebrały mleka trybskim krowom;
• Kropiono woda święconą przed żniwami konie;
• Im starszy pasterz pilnował stada, tym miał dłuższy bicz;
• Wierzono, że gdy ktoś się urodził na nowiu, to będzie miał zdrowe zęby, a zasiane wtedy pole miało dawać urodzaj;
• Leczono bolące stawy mąką owsianą rozgrzaną i przykładaną do chorego miejsca, na bolące gardło kładziono gorące ziemniaki ugotowane w łupinkach i zawinięte w chusteczkę, stawiano bańki, przepłukiwano gardło solą;
• Zapalenie wymienia leczono „zacytowaniem gada” – trzeba było nabrać wody z rzeki do konewki (wody pod prąd płynącej) i mówić „zaklęcie” : „Oj, god, mos ty wielki jod, jo ciebie zacytom z Pannom Maryjom”. Ze względu na mieszanie wierzeń z religią księża zabraniali takich praktyk;
• Wierzono, że łąki zamieszkują dziwożony, porywające ludzkie dzieci i podrzucające swoje, wiecznie głodne z wielkimi głowami;
• Wiadomości rozchodziły się za pośrednictwem Bymbniorza, zwyczaj ten zachował się do dziś;


O UBIORZE TRYBSKIM SŁÓW KILKA

Na Spiszu mamy do czynienia z trzema odmianami stroju: kacwińską, jurgowską i trybską. Mamy własny „gatunek” stroju, a nie kultywujemy tradycji jego noszenia. Były , bo już nie zachowały się prawie wcale, te stroje bardzo piękne, inne niż wszystkie, oryginalne i dlatego unikatowe.
Mężczyźni nosili spodnie uszyte z samodziałowego płótna, koszule, serdaki, sukmany, kożuchy, kapelusze i kierpce. W Trybszu także nosili zielone „lajbiki”. Dawne trybskie koszule miały gładko wszywane rękawy, zakończone u dołu mankietem. Wokół szyi wszywano „obszywkę” – rodzaj kołnierza. Dodatkiem do trybskiej koszuli była spinka. Spodnie mężczyzn z Trybsza odznaczały się obcisłymi nogawkami, bez zakończenia przy stopie, gdyż były przystosowane do noszenia z butami z cholewami. Spodnie te miały dwa „przypory”, przykrywane specjalnie wszywanymi „kwaterami”. Na początku nie były specjalnie zdobione, miały tylko oblamówki z trzech granatowo – czerwonych pasków. Taką oblamówką ozdabiano także szwy boczne i dookoła pośladków. Dopiero z czasem poszerzono ją o pięć sznurków. Na początku wyszywano kropki dookoła ozdoby, które w późniejszym czasie przekształciły się w „kogutki”. Wyszywano je czerwona nicią tworząc małą parzeniczkę. Rozmiary parzeniczki powiększyły się w ciągu lat, do nich dodano „krzesiwka”, „motyczki”, „kwiatki”. Do tak ozdobionych portek nosili trybscy mężczyźni zielone kamizelki zwane „lajbikami”. Szyto je ze specjalnie kupowanego płótna z Lubowli , zwanego „janglija”. Sięgały do pasa, składały się z przodów i pleców. Na dole na środku pleców rozcinano je i wszywano dwie zachodzące na siebie klapki. Lajbiki zdobiono haftem o barwie czerwonej i żółtej. Najczęściej był to motyw tulipana. Między ornamentami wyszywano datę powstania ubioru. Całość była ozdobiona płaskimi guzikami. Podczas chłodniejszych dni mężczyźni zakładali sukmany szyte z ciemnego sukna. Miały one krój poncho z rękawami. Ozdabiano je małymi parzenicami. Zamożniejsi gospodarze szyli sobie kożuchy, najczęściej białe. Również i kożuchy były ozdabiane haftem.
Trybszanie, podobnie jak inni Spiszacy, nosili także pasy do spodni. Poza tym noszono także opaski na sukmanach zakończone czterema klamrami. Jeszcze przed wojną mężczyźni rozczesywali włosy pośrodku głowy na boki. Noszono na nie kapelusze filcowe lub słomiane.
Do tego wszystkiego zakładano kierpce, które jednak stały się obuwiem powszednim. Zastąpiły je buty z wysokimi cholewami. Zamawiano je w Łapszach Wyżnych u Michała Rusnaka. W zimie do takich butów wkładano onucę z niespranego, nowego płótna. Nowego, żeby wytrzymała dłużej. Na ręce rękawice plecione z wełny nie na drutach, ale na specjalnej, drewnianej formie do rękawic.
Na strój kobiet trybskich składały się koszule o kroju „bezprzyramkowego marszczonego”, to znaczy, że rękawy wszywano do obszywki, marszczono je przez ściągnięcie na nitce. Rękawy koszuli tkano z grubego materiału, zdobiono czerwonymi paskami. Koszula była krótka, a do rękawówe wszywano klin zwany „ćwikłą”. Kolejnym elementem stroju była spódnica. W Trybszu była to „kanafaska”, czyli spódnica z czerwonego samodziałowego pasiaka. Po I wojnie Trybszanki zaczęły nosić, pod wpływami podhalańskimi, lajbiki i spódnice tybytowe, szyte jednak po trybsku. Każda spódnica na przodzie miała tzw. „przodek”, ponieważ materiał zużywano na lajbik. Noszono także „śtofki”. Pod spódnicą kobiety nosiły nawet 3 spodki. Na spódnicę zakładano fartuch, gdzie indziej nazywany zapaską. Szyto go z cienkiego , najczęściej szafirowego materiału, obszywano czarnymi, fabrycznymi koronkami, które nazywano „cipkami”. Na koszulę zakładały kobiety wspomniany już lajbik, jednobarwny, uszyty z „barsianu” lub sukna. Strój dopełniał „rańtuch” czyli coś w rodzaju ozdobnego szala, bogato zdobionego haftem.
Bogatsze kobiety dostawały w posagu kożuch, który pożyczały biedniejsze gospodynie, gdy na przykład nosiły do chrztu dziecko. Po wyjściu za mąż kobiety nosiły na głowach czepce. Trybszanki także nosiły eleganckie buty, trochę inne niż buty innych mieszkanek Spisza. Nie miały one przedłużanych nosów, a na wierzchu stebnowano czworoboki skórzane. Na koniec, gospodyni zakładała korale , prawdziwe, które jednak z czasem zamieniono na błyszczące, puste w środku koraliki.
Strój trybski odejdzie w zapomnienie, jeżeli my sami , Trybszanie, nie będziemy o nim pamiętać, a szkoda. Jesteśmy podobno, według znawców tematu, jedyną społecznością, w której historii zapisany jest unikatowy, oryginalny strój, który zamieniony został na obcy.


SŁOWO KOŃCOWE

Zdaję sobie sprawę, że ta opowieść jest niekompletna. Długo by jeszcze mówić o tym, co było i snuć przypuszczenia, co będzie. Może w przyszłości, przy nakładzie większej ilości środków finansowychi technicznych opowieść ta będzie szersza.

Trybszanie, można by rzec, rozproszeni są dzisiaj nie tylko po całej Polsce, ale i po świecie. Mieszkają i w Nowym Targu, i w Zakopanem, i w Krakowie, a nawet w Warszawie, że nie wspomnę o Śląsku. Poza granicami są obecni przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, ale i w Kanadzie, w Niemczech, na Słowacji i w Czechach. Najdalej Trybszanie zawędrowali aż do Australii.

Cały obszar naszej wsi to 1221,06 ha, co stanowi 9.7 % obszaru naszej gminy. Lasy trybskie zajmują 231,96ha to jest 4,9 % lasów gminnych.

PIEŚNI I PRZYŚPIEWKI ŚPIEWANE W NASZEJ WSI


Obyczajowe:

Nie chodź chłopce do nos,
Wysokie piórko mos,
U nos wielkie dźwiyrka,
Jo ci nie fryjyrka.

Ze skałki na skałke
Przeskakuje srocka,
Chłopcy mnie kochajom,
Choć jo nie bogocka.

Zyniołby się Wojtek,
ale nimo portek,
Zloście się dziewcynta,
Kupcie mu porcynta.

Kie jo se zaśpiywom,
Puscym dolinom głos,
Usłysy mnie mama,
Dzie jo bem krowy pos.

Śpiywom jo se śpiywom,
Choć jo nuty ni mom,
Ptoskowie śpiywajom,
Choć nuty ni majom.

Szalała rybecka, rybka za rybkami,
Ale jo nie bedym chłopcyska za wami.

Szalała szalała bo by wode piyła,
Ale jo nie bedym, bo byw głupio była.

Szalała szalała rybka za głowocym,
Ale jo nie bedym za zodnym bogocym.

Popod Łoz, popod Łoz
Same patycyska,
W tym Trybsiu, w tym Trybsiu,
Stare parobcyska.

Śpiywoj ptosku w losku,
Jageś downo śpiywoł,
Bo ty jus nie bedzies
W tym losku zimuwoł.

Koło ogrodecka,
Koło zielonego,
Sićka chłopcy prześli,
Nie widać mojego.



Nie bedym ...

Nie bedym jo krowy pasła,
Bo mi dali mało masła,
Niewze se jym chłopcy pasom,
Bo zjedli moskol z kiełbasom.

Nie bedym jo posoł owce,
Siednym na Frankowyj łonce,
Psy się bedom uganiały,
Owiecki mi zawracały.

Paśmy krowy i owiecki,
Zbiyrojmy się do kupecki,
Zatoncyme se dwa koła,
Tako nasa poso była.


Hej Janicku...

Hej, Janicku, śwarny chłopce,
Na wiyrsycku twoje owce,
Jo byw ci if zawróciyła,
Kiebyf ci się nie hańbiyła.

Na wiyrsycku pod drzewami,
Usnoł baca z juhasami,
Owce se tys polygały
I juhasów pilnuwały.

Hej, juhasi, hej juhasi,
Cyscie owce jus napaśli,
Chyli się ku wiecorowi,
Fnet trza zagnać ku domowi.


Juzef obeseł...

Juzef obeseł śtyry dziedziny,
Piontom wies,
Jesce zew nie nasel takiego dziywcyncia,
Jako dziś.

Ocka niebieski, ładne nozecki
ona mo,
idobre serdusko to moje dziywcontko
prze mnie mo.

A z góry się mrocy...

A z góry się mrocy, będzie loło w nocy,
Będzie loło całom noc,
Kieś nie prziseł wcora miły mój z wiecora,
Teros jo cie nie fcym jus.

Bedym jo cie fciała mój miły zwiecora,
Jacy ku mnie dzisiok przić,
Mama będzie w doma, tata bedom w doma,
Zrynkowiny bedom jus.


Tam koło młyna...

Tam kolo młyna rosnie wierzbina,
Trzebaby jom wyrombać,
Spodobało mi się u somsiada dziywce,
Ale mi jom nie fcom dać.

Dawołew jyj serce i zlote kobierce,
Ale mijom nie fcom dać,
hej dazom, dazom, jesce odprowadzom,
ale trzeba trucuwać.

Dawołew jyj świnie i piniyndzy skrzinie,
Ale mi jom nie fcom dać.
Hej dazom, dazom, jesce odprowadzom,
Ale trzeba trucuwać.

Ale co się stało, dziywce się przespało,
Teroz mi jom dawajom,
Jo jyj teros nie fcym, obrócym się dzie fcym,
Niewze se jom trzimajom.


Jo do lasu...

Jo do lasu nie pudym,
drzewa romboł nie bedym,
Drzewo by mnie zabiyło,
coby dziywce robiyło

jo do lasu nie pudym,
bo jo mało chłopina,
drzewo by mnie zabiylo,
płakałaby dziewcyna.

Potargano chałupa...

Potargano chałupa, słonko do nij swiyci,
godała mi moja mila, ze mnie rada widzi.
Jo do małyj nie pudym, a do duzyj nie śmiym
Bo by się mnie opytała, cymu w doma nie śpiym.

Potargano chałupa, słonko do nij świyci,
Godała mi moja miła, ze mnie rada widzi.
Do hudobnyj nie pudym, do bogatyj nie śmiym,
Bo by się mnie opytała, cymu w doma nie śpiym.


Staro baba...

Staro baba tońcy,
Nogi się jyj chwiejom,
Zymby wyscyrzyła,
Sićka się ś nij śmiejom.

Stary mój, stary mój,
Wozi gnój, wozi gnój,
Na stare kłacyska
Spadły mu portcyska.

Miała baba dziada
Co za piecym siedzioł
Słomiane zymby mioł,
Na maśle polomoł.

Kie jo se zaśpiywom
Na wiyrchu polany
Telozby zagrały
Trybsiańskie organy.


Weselne:

Wesele, wesele wesele tys to tu,
Kieby nie wesele nie byłoby nos tu.

Wesele się końcy, biyda się zacyno,
Młodo pani płace, ze jus nie wytrzymo.

Dzisiok jest wesele, jutro poprawiny,
Za pore miesiency przidyme na krzciny.

Weselcie się ludzie w .........budzie,
Jak się buda zwali to pudyme dalij.

Wesele wesele to ino jedyn dziyń,
Kiedy będzie moje będzie cały tydziyń.

Aniw nie myślała aniw nie śniywała
Zebyw u ..........za stółym siedziała.

Sumi wiatr sumi wiatr sumi gałonzecka
Z ..................i ....................to piykno porecka.

Składojcie się sićkie druscki, młodyj pani na pieluski,
Bo jak będzie dziecko miała, cym go będzie powijała.

Dałabyw ci prześciyradło, ale mi go cosi zjadło,
Cy to mysy, cy to scury, w prześciyradle same dziury.

U ..... w siyni świyciyły się spary,
a tyś se myślała ze to som dulary.

Nie bedzies ty chłopce po dziedzinie lotoł,
Siednies se ku piecu bedzies dziury łotoł.

Juześ się ozynioł, juześ się uciesoł,
Juześ swoje piórko na kołku zawiesioł.

Juześ się ozynioł juześ się zaprzongnoł
Jus się nie wyprzongnies jaz nogi wyciongnies.

Aleś se ty dziywce chłopoka wybrała,
Jo by se lepsego z kija wystrugała.

Nie gniywoj się na mnie zew ci tak śpiywała
Kieby prziseł do mnie sama byw go wciała.

A te nase dziywki to nic nie śpiywajom,
Siadły poza stoły i się napychajom.

Ci nasi druzbowie takie Mikołaje,
Siedli poza stoły ino jym się ziaje.

Te trybsiańskie chłopy som małego wzrostu,
Jak wyjdom na Uboc nie widac iw z ostu.

Do gory, do gory , do góry drogami,
Te trybsianskie chłopcy z krziwymi nogami.

Nie śpiywoj, nie śpiywoj bo ci tak nieładnie,
Ludzie se pomyślom ze to becy jagnie.

Jak jagnie zabecy to nic strasliwego,
A jak wól zarycy to coś okropnego.

Nie śpiywoj, nie śpiywoj, bo ci nie pasuje,
Mos zymby jak grabie to ci przelatuje.

Nie śpiywoj, nie śpiywoj ty stary klakocie,
Bo ci tak wychodzi jak kijym po płocie.

Tocy się hań tocy kółko po ubocy,
Ale to nie kołko, to cyjesi piórko.

Tocy się hań tocy wionek po ubocy,
Ale to nie wionek, to cyjsi piestrzonek

Te trybsiańskie chłopcy tacy som bogaci,
Jak idom do panny pozycajom gaci.

Te trybsianskie chłopcy to takie filuty,
Kochajom dziywcynta ino na minuty.

Folyłaś się dziywce ze ty mos pałace,
A tu nic nie widać same podpiyrace.

Folołeś się chłopce ze mos pore koni,
A ty mos dwie mysy jedna drugom goni.

Popod Łoz, popod Łoz krziwe patycyska
A w tym nasym Trybsiu stare parobcyska.

Te trybsiańskie pola końcami do młaki,
Te trybsiańskie dziywki jako kurzkie flaki.

Koło mego plotu przeleciała sroka,
Podniesła ogona na tego śpiywoka.

Po co ześ tu przisła miyndzy nos miyndzy nos
Jak ty miyndzy nami swego chłopca ni mos.

Przeprosome gości, proszę się nie gniewać
bo tu jest wesele można różnie śpiewać.

Młody pon...

Młody pon, młody pon,
Dzieś podzioł tulipon?
Hej, haj, siuhaj, wielko woda była,
Tulipon mi wziyna.

Janicku, Janicku,
Cos to mos na licku?
Hej, haj, siuhaj, cyrwonom lilijom,
Podarujze mi jom.


TRYBSKIE OPOWIEŚCI


Zawiąż – rozwiąż

W Trybszu mieszkał bardzo dobry gospodarz, Wawrzek Gombos, zwany Picaga. Miał 40 owiec, 15 krów, 4 woły , parę jałówek i parę koni. Przy takiej ilości bydła potrzebował pomocnika.
Pewnego razu wybrał się szukać pasterza do krów. Żona za nim wołała:
- Zebyś bądź jakiego dziada mi nie prziprowadzoł. Nie fcym ani Walka, ani Symka, ani Kube, ani Pietrka. Fcym ino takiego, ftory mo na imie Jaś.
- Je, dy dobrze, jak takiego nojdym, to hej. – odpowiedział Wawrzek. Gospodarz trafił aż do Niedzicy, a tam ludzie przyprowadzili mu dwóch parobków do wyboru.
- Jak ci na miano?- zapytał Wawrzek jednego z nich.
- Mnie wołajom Jasicek.
- A ciebie jak na miano? – spytał się drugiego.
- Jano.
- No to sićko jedno, Jasicek cy Jano. Chyboj Jano ty sy mnom.
Następnego dnia rano Picaga wołał na sługę :
- Ja-a-a-a-a-a-a-a-no-o-o-o-o-o-o-o-o-o-!
Jano bardzo zaspany zszedł ze szopy:
- Coz ozkozecie ?
- Sićkie krowy wyzyń ze dwora!
Sługa pospuszczał krowyi poszedł paść na cały dzień. Po południu niebo zasłoniły ciemne chmury, zaczęło padać. Chłopiec okrył się workiem i rozpalił ognisko. Nagle przyszła do niego dziwożona i siadła koło ogniska i powiedziała, trzęsąc się z zimna:
- Zagrzyjze mnie, zimno mi i cało się trzynsym!
- Fto cie namocoł , nief cie zagrzeje- odpowiedział Jano.
Po tych słowach stworzenie dziwne odeszło. Wieczorem, kiedy trzeba było się wracać, Jano zauważył, że najpiękniejszej Kwiatuli nie ma. Szukał, wołał, ale nie znalazł.
- A Kwiatula dzie, dziadu zatracony jedyn!- wołał za nim Picaga, gdy zauważył brak krowy. – Zaros się bier do frasa, zebyf cie tu wiyncyj nie widzioł! Jano zabrał się i poszedł. A gazda znowu musiał sobie szukać pomocnika. Zawędrował aż do wsi Maciaszowce, pyta się ludzi, czy nie ma we wsi dobrego pasterza do krów.
Przyprowadzono mu chłopca. Wawrzek się go pyta:
- Jakze ci na miano?
- Jaś- odpowiedział chłoopiec.
- Pódzies krowy paś?
- Pódym.
Gazda się ucieszył, że wreszcie znalazł Jasia i wrócił z nim do domu. Następnego dnia rano Jaś wczesnym rankiem poszedł krowy paść. Deszcz padał od rana do wieczora. Chłopiec grzał się przy ognisku. Podeszła do niego dziwożona i powiedziała:
- Zim-m-m-no mi zagrze-e-e-ej-ze mnie!
- Podź, obsus się, nie dygotoj tak zymbami, dlo kozdego Poniezus stworzoł ogiyń. – powiedział.
Dziwożona ogrzała się i mówi:
- Co fces za to , ześ mnie ogrzoł?
- E, jo fcym takom moc, co jak powiym „rozwiąz” to krowy w stajni bedom pospuscane, a jak powiym „zawiąz” to zawionzane.
- Jako sobie zycys, tak się stanie, ale pamiyntoj, niyś pomoc biydnym ludziom i nie bier zodnyj zapłaty.
Wieczorem Jaś przygnał krowy, „zawiązał” je . Robił tak kilka dni. Pewnego dnia zobaczył jak jakiś młodzieniec ściskał córkę gospodarza. Jaś powiedział „zawiąż” i młodzieniec nie mógł oderwać rąk od dziewczyny. Picaga, gdy to zobaczył, bardzo się zezłościł i kazał słudze iść
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Zegar i Kalendarz
Dzień
Copyright © by Proboszcz & Klojek

483184 Unikalnych wizyt

Powered by PHP-Fusion v6.01.6 © 2003-2005


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie